poniedziałek, 4 czerwca 2012

call yourself a free spirit...

Właściwie to powinnam już leżeć w łóżku, oglądając kolejne duperele w wielkim czarnym pudle. Zważywszy na to, że jest już po północy zapewne atrakcją stacji telewizyjnych są teraz teleturnieje w stylu: zwierzę na M - wolna linia! Mamut, małpa, mucha. Po 5 minutach wgapiania się bez sensu w ekran telewizora, wezmę słuchawki i odlatując myślami daleko zasnę jeszcze w trakcie pierwszego utworu. A szkoda, bo czasami dobrze jest po prostu nie spać. Chociaż rano wyglądasz jak zombie, to w nocy masz sporo czasu na przemyślenia. 

Teraz chyba nadszedł moment ogarnięcia, bo w ciągu ostatnich kilku godzin zrobiłam więcej niż przez ostatni tydzień. Chociaż efektem końcowym mojej pracy jest teraz cholerny ból ręki to i tak przepełnia mnie duma, że udało mi się samemu coś stworzyć. Z początkiem czerwca mam zamiar marnowac mój czas na rzeczy przyjemne. Zacznijmy od nauki gry na gitarze. Czy coś z tego wyjdzie? Szczerze to wątpię, ale spróbować nie zaszkodzi. Od wczoraj powtarzam zdanie: trening czyni mistrza. Chociaż nie wiem w jakiej dziedzinie mogłabym tym mistrzem zostać, to na pewno gdzieś osiągnę swój mały sukces. Jakiś czas temu zapadło mi w pamięci zdanie aby celebrować i cieszyć się ze swoich małych sukcesów, najmniej istotnych, liczy się pozytywne myślenie i radość ze wszystkiego co się robi. Dzisiaj wpadłam na fajny cytat, mówiący o tym, że z każdą minutą naszego gniewu tracimy 60 sekund szczęścia. Dobrze jest na to spojrzeć od tej strony. Chociaż nie należę do osób, które wierzą, że mały porcelanowy słonik przynosi szczęście, to postanowiłam w swoim pokoju umieścić staaary, stary, bardzo stary element dekoracji. Jest to olbrzymi, ogromny i okropny zarazem pająk. Moja mama powtarza, że przynosi szczęście i dlatego wiele lat temu go kupiła. Zobaczymy, może rzeczywiście jakieś szczęście przyniesie. Jest też drugi powód, dla którego zajmuje on zaszczytne miejsce na najwyższej półce. Czasami posłuży mi za broń (biedni ci, którzy panicznie boją się pająków). ;D

Ponieważ mam teraz nadmiar wolnego czasu postanowiłam, że będę zaglądać tu duuuużo częściej. Wraz z ulubionymi dźwiękami rozpoczynam kolejny tydzień, z nadzieją że będzie to tydzień ciepły. Jeśli nie, mam pewność, że i tak będzie wyjątkowy. Już niedługo jedno z malutkich marzeń na długiej liście zostanie wykreślone.


Poniżej wszystko to, czego słuchałam dzisiaj... wieeelki muzyczny misz-masz

Coma - STO TYSIĘCY JEDNAKOWYCH MIAST


Eric Clapton - TEARS IN HEAVEN 


Linkin Park - EASIER TO RUN


Noisettes - WILD YOUNG HEART


Young The Giant - STRINGS


Imogen Heap - JUST FOR NOW


Imogen Heap - HIDE AND SEEK


Josef Hedinger - ABOUT BEING ALONE 


Tosteer - FAR AWAY


Tyler Hilton - LEAVE HIM


Magda Sójka - ZASŁOŃ OKNO


Arco - ALIEN


Lamb - GABRIEL


Linkin Park - ROBOT BOY 




It's better to look at the sky than live there. Such an empty place; so vague. Just a country where the thunder goes and things disappear.
- Breakfast At Tiffany's

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz